Pytania i zarzuty
Najczęstsze zarzuty — i nasze odpowiedzi
Gramy w otwarte karty. Oto kontrargumenty, które najczęściej padają wobec tej inicjatywy — i co na nie odpowiadamy.
„Lekarze ciężko pracują i latami się kształcą — należą im się duże zarobki.”
Zgadzamy się. Kształcenie trwa latami, odpowiedzialność jest ogromna, a większość lekarzy jest przepracowana i niedopłacana. Nie kwestionujemy godziwych wynagrodzeń. Kwestionujemy dwie rzeczy: brak jawności publicznych pieniędzy oraz skrajne rozliczenia (ponad 100 000 zł/mies., kumulowane z wielu kontraktów) — w czasie gdy pacjenci czekają miesiącami. To krytyka mechanizmu, nie zawodu.
„To populizm i zazdrość o cudze pensje.”
Nie chodzi o wysokość zarobków, lecz o jawność pieniędzy publicznych — tak jak jawne są wynagrodzenia w administracji. I o konflikt: kolejki dla pacjentów obok kumulacji kontraktów ze środków NFZ. Postulujemy przejrzystość, nie odbieranie komukolwiek pieniędzy.
„Lekarze emigrują — trzeba dobrze płacić, żeby zostali.”
Po części to prawda. Ale rozwiązaniem nie jest bez końca dosypywać do nieprzejrzystego systemu — pieniądze już rosną, a kolejki nie maleją. Jawność wynagrodzeń nikomu ich nie obniża; ujawnia, dokąd trafiają publiczne środki, i pozwala gospodarować nimi tak, by płacić przeciętnie więcej z tego, co mamy. Można jednocześnie zatrzymywać lekarzy w kraju i wiedzieć, ile system im płaci.
„Z porównań z UE/OECD wynika, że polscy lekarze zarabiają mało — gdzie tu problem?”
Międzynarodowe porównania są niespójne i zależą od metody i roku. Nowsze analizy danych OECD (po podwyżkach 2022–2025) pokazują, że polski specjalista zarabia ok. 2,9× średniej krajowej — relatywnie jedne z najwyższych stawek w Europie (analiza Banku Pekao, Business Insider). Starszy wskaźnik „ok. 1,5× / najniżej w OECD” pochodzi sprzed tych podwyżek i jest już nieaktualny. Uczciwe zastrzeżenie: wysoki wskaźnik mówi tyle o pensjach, co o niskiej polskiej średniej, a dotyczy głównie etatów (ponad 70% specjalistów jest na kontraktach). Co ważniejsze: nasz problem to nie mediana ani „przeciętny” lekarz — często faktycznie niedopłacany — lecz brak jawności publicznych pieniędzy i wąska grupa rozliczająca rekordowe kwoty z wielu kontraktów naraz. Niska średnia i ekstremalne rekordy spokojnie współistnieją; bez rejestru po PWZ nikt tego nie sumuje.
„Sami piszecie, że lekarzy jest za mało — więc o co chodzi?”
Tak — rejestrowo Polska ma ok. 3,4–3,9 lekarza na 1000 mieszkańców (wskaźnik częściowo zawyżony zmianą metody liczenia GUS z lat 2019–21 — wyjaśniamy to w analizie), a realnie dostępnych przy pacjencie jest za mało. Dlatego krytykujemy reglamentację dostępu do zawodu, która ogranicza konkurencję. Niedobór lekarzy i wysokie zarobki nie są sprzeczne — przeciwnie, mała podaż podbija stawki.
„Jawność zarobków narusza prywatność i RODO.”
Postulujemy jawność wynagrodzeń ze środków publicznych, powiązaną z numerem prawa wykonywania zawodu (PWZ) — publicznym identyfikatorem zawodowym — a nie z numerem PESEL ani danymi prywatnymi. To jawność wydatków publicznych, nie życia osobistego. Wzorzec: jawne płace w administracji, a w części krajów (nordyckich) także szersza jawność dochodów.
„Praca na kilku kontraktach jest legalna — co w tym złego?”
Legalność to nie to samo co jawność. Problem nie w tym, że ktoś dużo pracuje, lecz w tym, że nikt nie widzi łącznych rozliczeń jednego lekarza ze środków publicznych — ani ich wpływu na dostępność dla pacjentów. Rejestr po numerze PWZ to naprawił.