Analizy · Niedobór lekarzy

Dlaczego brakuje lekarzy — choć miejsc jest dużo

Ostatnia aktualizacja:

Miejsc do kształcenia jest sporo: 10 504 na studia, ~10 900 rezydentur i 12–16 tys. miejsc specjalizacyjnych oferowanych rocznie. A lekarza i tak „nie ma” — pacjent czeka średnio 4,2 miesiąca, a nieliczni specjaliści dyktują stawki idące w miliony. Jak to możliwe naraz?

Bo „miejsce na studiach” to nie to samo, co lekarz przy łóżku pacjenta, w deficytowej dziedzinie, w publicznym szpitalu, dziś. Między jednym a drugim stoi sześć filtrów — i to one, nie sam limit przyjęć, tworzą jednocześnie niedobór dla pacjenta i fortuny dla nielicznych.

Sześć mechanizmów#

  1. Opóźnienie ~13 lat. Student przyjęty dziś to specjalista za 12–13 lat (6 lat studiów + staż + 5–6 lat specjalizacji). Dzisiejszy deficyt to skutek cięć limitów sprzed dekad; ekspansja z lat 2022–2025 da specjalistów dopiero ok. 2035.
  2. Miejsca specjalizacyjne stoją puste. Oferuje się 12–16 tys. miejsc rocznie, obsadza ~5 tys. — 2/3–3/4 pada. Państwo daje miejsca tam, gdzie mało chętnych (interna, pediatria, medycyna ratunkowa), a rynek nagradza tam, gdzie miejsc mało (dermatologia, anestezjologia, chirurgia). Zobacz lejek kształcenia →
  3. Nominalnie tylu, co w OECD — realnie za mało przy pacjencie. Rejestrowy wskaźnik to ~3,9 lekarza/1000 (średnia OECD), ale jest zawyżony metodą liczenia (patrz niżej) i obejmuje lekarzy z prawem wykonywania zawodu, niekoniecznie pracujących przy pacjencie. Realnie dostępnych — w publicznym systemie, w deficytowych dziedzinach i poza dużymi miastami — jest za mało: 73% pracuje na kontraktach (część prywatnie), biurokracja zżera czas, a kadra się starzeje.
  4. Złe rozmieszczenie. Lekarze koncentrują się w dużych miastach, sektorze prywatnym i lukratywnych dziedzinach; powiaty, wieś i publiczne oddziały głodują. Szpital powiatowy potrafił oferować ~50 tys. zł/mies. ordynatorowi pediatrii — i nie znalazł chętnych (udokumentowany przypadek). Deficyt jest lokalny i specjalizacyjny, nie globalny.
  5. Kontrakt bez limitu godzin + licytacja. Skoro w deficytowej dziedzinie brak rąk, dyrektorzy licytują się o lekarza (anestezjolog ~300 zł/h; udokumentowane kontrakty do 316 tys. zł/mies.). Lekarz na kontrakcie nie podlega limitom Kodeksu pracy — może sumować placówki i pracować 300–400 h/mies. Ten sam mechanizm, przez który pacjent czeka, pozwala nielicznym inkasować fortuny.
  6. Kształcenie na eksport. Poniżej 1% zagranicznych absolwentów medycyny zostaje pracować w Polsce, a część polskich absolwentów wyjeżdża. Miejsca na studiach są zapełnione — ale nie zasilają w pełni polskiego systemu.

Uwaga: skok 2019–2021 to głównie zmiana metody liczenia#

Do ok. 2019/2020 GUS liczył lekarzy starą sprawozdawczością (wskaźnik ~2,4/1000); od ok. 2021 przeszedł na rejestry administracyjne (m.in. rejestr lekarzy). W efekcie wskaźnik „skoczył” z 2,4 do 3,4, a potem 3,9 — w dwa–trzy lata, choć realnie tylu lekarzy przy pacjencie nie przybyło. To „break w szeregu”: danych sprzed i po zmianie nie wolno zestawiać jak jednego trendu. Rejestrowy sposób liczenia bywa szerszy niż OECD-owskie practising (lekarz przy pacjencie) — bliższy kategorii licensed (z prawem wykonywania zawodu), co podbija wynik i „dopasowuje” go do normy UE.

BREAK w szeregu średnia OECD 2023 ≈ 3,9 0 2 4 2010 2019 2021 2023 2,2 2,4 3,4 3,9
Stara sprawozdawczość (do ~2019/2020) Rejestry administracyjne GUS (od ~2021)

Zmiana metody liczenia (GUS, rejestry administracyjne) — Rynek Zdrowia; rozjazd „lekarze przy pacjencie” a statystyka — Gazeta Lekarska; rozróżnienie practising/licensed i różnice OECD–Eurostat — Demagog.

Rejestr NIL: od licencji do łóżka pacjenta#

Ten sam rozjazd widać w liczbach bezwzględnych — wprost z rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej (stan 16 I 2026). Prawo wykonywania zawodu ma więcej lekarzy, niż faktycznie leczy, a jeszcze mniej pracuje bezpośrednio przy pacjencie.

174 372
lekarzy z prawem wykonywania zawodu (członkowie izby)
164 892
wykonujących zawód — 9 480 ma PWZ, ale nie leczy
~141 000
z bezpośrednią opieką nad pacjentem (GUS) — reszta to nauka, administracja, nadzór

Do tego kadra się starzeje. Wśród lekarzy wykonujących zawód aż ~24 600 ma ponad 71 lat, a 60% wszystkich lekarzy to kobiety (NIL). Rejestr rośnie — ale „ilu leczy przy łóżku, dziś i za 10 lat” to inna liczba niż sam nagłówek statystyki.

Liczby lekarzy (bez dentystów) — Naczelna Izba Lekarska, „Zestawienie liczbowe lekarzy i lekarzy dentystów wg wieku, płci i tytułu zawodowego”, stan 16 I 2026: 174 372 z PWZ / 164 892 wykonujących zawód (z dentystami odpowiednio 222 117 / 208 441). Kategoria „przy pacjentzie” ~141 tys. — GUS (lekarze z bezpośrednią opieką).

Nasze stanowisko: realnie za mało lekarzy — i to winduje stawki#

Spór jest realny. NIL i część ekspertów przekonują: „Polska kształci za dużo, a kolejki to nieefektywność systemu, nie brak lekarzy”. Nie zgadzamy się z tym. Nominalny wskaźnik (~3,9/1000) jest zawyżony metodą liczenia i obejmuje lekarzy z uprawnieniami, niekoniecznie pracujących przy pacjencie. Realnie — w publicznym systemie, w deficytowych dziedzinach i poza dużymi miastami — lekarzy jest za mało. Widać to gołym okiem: pacjent czeka do specjalisty średnio 4,2 miesiąca, a szpitale powiatowe nie znajdują chętnych nawet za ~50 tys. zł/mies.

I to właśnie niedobór winduje stawki. Skoro dostępnych specjalistów jest niewielu, dyrektorzy szpitali licytują się o nich — przebijają ofertami, byle obsadzić dyżur czy oddział. Mniej rąk na rynku = wyższe stawki: to nie hojność systemu, lecz cena niedoboru, płacona ze środków publicznych (anestezjolog ~300 zł/h, udokumentowane kontrakty do 316 tys. zł/mies.). Ten sam brak lekarzy, przez który czekasz w kolejce, pozwala nielicznym inkasować fortuny — a brak jawności skutecznie ukrywa, kto i ile.

To nie znaczy, że rozwiązaniem jest wyłącznie „więcej miejsc na studiach” — bo niedobór ma też drugą warstwę: złe rozmieszczenie i zasady pracy (kontrakty bez limitu godzin, ucieczka do prywatnego, 13-letnie opóźnienie kształcenia). Ale teza „mamy dość lekarzy” jest myląca: tam, gdzie liczy się dla pacjenta, jest ich za mało — i ten niedobór jest paliwem wysokich stawek.

Źródła: liczba lekarzy (3,9/1000 ≈ średnia OECD) — OECD / Rynek Zdrowia; miejsca oferowane vs obsadzone — Termedia; głosy przeciwne, z którymi polemizujemy („kształcenie za dużo” / „za mało lekarzy to mit”) — PulsHR, Rzeczpospolita; niedobór jako winda stawek (licytacja o nielicznych) — Rzeczpospolita. Zob. też mechanizm reglamentacji dostępu.

← Wszystkie analizy · Lejek kształcenia →